Zastanawiałam się czy w ogóle pisać o tym, ale jestem tak szczęśliwa, że banan nie schodzi mi ostatnio z ust i muszę się tym po prostu podzielić!

Być może przeczyta to jakaś mama, która podobnie jak ja zmagała się z mniejszą lub większą nadwagą po ciążach.

Zacznę od początku. Moja waga 10 lat temu czyli przed pierwszą ciążą wahała się pomiędzy 53-55kg. Wzrostu mam jakieś 167 cm.

Po pierwszej i drugiej ciąży zostało mi sporo dodatkowych kilogramów, nie pamiętam nawet dokładnie ale jak spoglądam na zdjęcia to ważyłam zapewne około 70kg.

Po trzeciej ciąży udało mi się całkiem ładnie schudnąć, ale nawet specjalnie się do tego nie przykładałam. Ważyłam może jakieś 60-62 kg.

Natomiast po czwartej i piątej ciąży szło mi wyjątkowo opornie…

I nie chodziło już nawet o względy estetyczne tylko o to, że nie do końca czułam się sobą. Źle mi było z rozmiarem 42 kiedy mój naturalny to 36/38.

Kiedy minął okres połogu zaczęłam szukać i działać. Najpierw były to ćwiczenia pod kątem mięśni dna miednicy, ponieważ ta strefa wymagała u mnie najszybszej interwencji. Jednocześnie jeździłam do fizjoterapeuty, aby zamknąć rozejście mięśni brzucha.

Kiedy obie strefy udało się opanować i poprawić stan brzucha i mięśni dna miednicy zabrałam się za ćwiczenia z Ewą Chodakowską. Treningi okazały się jednak niezbyt dostosowane do moich możliwości. Praktycznie żadnego nie byłam w stanie wykonać w całości. Próbowałam tydzień czy dwa, ale odpuściłam.

Zresztą co mi było po tych ćwiczeniach skoro nadal chętnie sięgałam codziennie po pszenne bułeczki, słodkości, kawkę, drożdżóweczkę czy czekoladę. Od czipsów też specjalnie nie stroniłam.

Tak więc mój jadłospis nie należał raczej do sprzyjających odchudzaniu.

Kiedy wróciliśmy na początku sierpnia z wakacji i zobaczyłam siebie na zdjęciach postanowiłam coś z tym zrobić.

Zaczęłam szukać w Internecie informacji nt.odchudzania.

Po pewnym czasie trafiłam na Strefę Przemian na YouTube i zaczęłam oglądać, słuchać i wdrażać. Ćwiczenia z Anią byłam w stanie wykonać co za tym idzie wykonywałam je chętnie i choć z Sylwkiem przy boku, to krótki nawet 15-20 min. trening wykonuję codziennie aż do teraz. Wykłady Bartka również zaczęły skutecznie drążyć w moim umyśle niczym kropla wody nowe spojrzenie na odżywianie.

Odstawiłam cukier i nabiał. Definitywnie. Mleko krowie zamieniłam na roślinne. Później zaczęłam korzystać z przepisów Ani i Bartka. Wprowadziłam post przerywany.

I to wszystko było bardzo dobre, bo przygotowało mnie do kolejnego kroku jakim był post Daniela.

O diecie dr Dąbrowskiej/poście Daniela coś tam już kiedyś słyszałam, nawet czytałam, ale na wiosnę chyba nie byłam jeszcze na niego gotowa. Kręciłam nosem na myśl o jedzeniu marchewek i cukinii w kółko. Wówczas myślałam że bez chlebka, serka i kiełbaski to się przecież nie da…

Aż do września kiedy o poście Daniela opowiedziała koleżanka z DK Asia. Coś mnie natchnęło, pomyślałam, że przecież nie mam nic do stracenia, najwyżej się wycofam. Nigdy wcześniej w żaden sposób nie oczyszczałam organizmu, pomyślałam, że może mi to wyjść na dobre. Nie zakładałam z góry żadnego spadku wagi, podjęłam temat na luzie, ale konsekwentnie skupiając się na kolejnych krokach, nie na ważeniu.

Zaczęłam czytać o poście i przygotowywać się do niego. Kupiłam warzywa i owoce, zrobiłam pierwsze potrawy i 15 września zaczęłam swój post. Pierwsze dni były trudne: bolała mnie głowa, było mi zimno i miałam mdłości, ale od 5dnia zaczęło się robić całkiem znośnie. Do postu każdego dnia dołączałam jakąś intencję w której poszczę: bez wymiaru duchowego chyba nie dałabym rady…

Stopniowo sałatki, zupy i grejpfrut, którego nie lubiłam zaczęły mi naprawdę smakować. Tak dotrwałam 21 dni. Później zrobiłam tygodniową przerwę (byliśmy na weselu) i teraz znowu jestem w 7 dniu postu. Chcę zrobić kolejne 21dni.

A później zobaczę. Ale już wiem, że stanie się on okresową tradycją. Szczególnie w okresie Wielkiego Postu.

Nie ważyłam się, bo nie mamy w domu wagi:D Ale nie była potrzebna, po dwóch tygodniach zauważyłam, że zaczynam mieścić się w dawnych ubraniach:) A przy okazji zważyłam się ostatnio i 62kg to bite -10kg od trzech ostatnich lat!

Po lewej sierpień 72kg- po prawej październik 62kg

Dla jednych to będzie dużo, dla innych mało, dla mnie najważniejsze, że wreszcie dobrze się czuję fizycznie i jest mi po prostu lżej! Kolejny świetny efekt jet taki, że polubiłam warzywa. A najlepszy, że jem tylko dwa razy dziennie i to mi w zupełności wystarcza, Nie muszę jeść tak jak dawniej co 3-4 godziny jak mi się wydawało: albo moje jedzenie było tak beznadziejne, ze niczym nie mogłam się właściwie dobrze najeść. Jaka oszczędność czasu! I w kuchni spędzam mniej czasu, nie otwieram szafek w poszukiwaniu słodyczy: EXTRA!

I to nie koniec, bo najważniejsze jest to co post i wiedza o jedzeniu zmieniły w mojej głowie. Zmieniła się nie tylko sylwetka, wróciła dawna Paulina, ale zmieniły się moje wybory żywieniowe, smak i zyskałam większą świadomość o tym co jem. Już nie rzucam się bezmyślnie na jogurty, frytki i ciasteczka, bo są taaaaakie dobre, tylko jem to co uważam za dobre dla mnie i te nawyki próbuję stopniowo wdrożyć w naszej kuchni.

Jedzenie determinuje nasze zdrowie i samopoczucie. Nigdy wcześniej nie sądziłam, że na samych warzywach będę się tak dobrze czuć! Przestała mnie boleć głowa i nie mam napadów senności jak dawniej. Odstawiłam też kawę (tylko okazjonalnie będę pić), bo zauważyłam jaki ma na mnie wpływ. Wcale nie dobroczynny.

Także jeśli miałabym cokolwiek tutaj komuś polecić i poradzić to szukać i nie poddawać się. Poradzić się lekarzowi, zrobić badania (ja też wcześniej zrobiłam). Dla mnie ćwiczenia z Ewą, które co do zasady są świetne na tamten czas okazały się zbyt wymagające. Ale najważniejsze to rzeczywiście dieta. Na nic ćwiczenia, skoro większość naszego jedzenia to cukier i węglowodany. Ćwiczenia to dodatek, wystarczy spacer,rower, kije. Jeśli nie lubicie ćwiczyć nie musicie, byle się jakkolwiek ruszać.

Podlinkuję pod spodem strony z których korzystałam i wrzucę listę produktów z których można korzystać na poście Daniela.

Być może któraś z Was zechce spróbować? (Oczywiście wcześnie skonsultujcie się z lekarzem i zróbcie badania krwi)

I nie chodzi tylko o względy wagowe, ale przede wszystkim oczyszczenie organizmu i hartowanie ducha. Ponieważ nigdy nie oczyszczałam swojego organizmu postanowiłam spróbować, a zmiany jakie zaszły w moim organiźmie i to jakie jest teraz moje samopoczucie przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Spadek wagi to taki przyjemny efekt uboczny!

https://deon.pl/inteligentne-zycie/zdrowie/post-daniela-sposob-na-uzdrowienie-ciala-i-duszy,428642

https://www.medonet.pl/zdrowie,dieta-daniela—na-czym-polega-i-czy-jest-skuteczna,artykul,1732855.html

https://strefaprzemian.pl/

wywiad z dr. Ewą Dąbrowską:

https://https://www.youtube.com/watch?v=RBnAijZDOic&t=248s

Nie robiłam zbyt wiele zdjęć jedzenia, ale królują u mnie sałatki, gotowany kalafior i marchew, pieczona dynia i zupa z białych warzyw. Uwielbiam też gotowane jabłko z cynamonem: mogę jeść codziennie:)

Podzielcie się w komentarzach czy macie doświadczenia z postem Daniela, czy oczyszczałyście kiedyś w jakiś inny sposób swój organizm? A może podejmowałyście próby zrzucenia nadmiernych kilogramów?

Paulina Foedke